Adrian Warzechowski

W zeszłą sobotę myślałam, że to koniec, że mój syn tego nie przetrwa… Rozsiany nowotwór IV stopnia zabiera nam dziecko. Mieliśmy wyjść do domu, na kilka dni, zebrać siły przed kolejnym etapem leczenia. Ale przyplątał się gronkowiec… Tydzień temu Adrian stoczył bitwę ze śmiercią. Wojny nie wygra, nie bez wsparcia ludzi o wielkich sercach… Za kilka dni lekarze podejmą się ostatniej próby. Potrzebny jest lek - niezwykle drogi, nierefundowany. Błagam, pomóżcie Adrianowi przeżyć…

Pazopanib - to nazwa leku ostatniej szansy. Pani doktor, która prowadzi Adriana, po konsultacji z innymi specjalistami stwierdziła, że to ostatnia szansa. Megachemia ma dokończyć dzieła, pokonać nowotwór… Żeby jednak podjąć tę próbę, musimy w kilka dni zebrać ponad 25 tysięcy złotych! Nie uda nam się tak szybko zorganizować tak dużych pieniędzy… Robimy z mężem wszystko, co w naszej mocy. Adrian jest naszym jedynym dzieckiem… Nie umiemy sobie wyobrazić, że nowotwór go zabierze. Wtedy nasze życie też się skończy…

Zaraz po 18. urodzinach syna zaczął boleć kręgosłup. Nigdy nie chorował, nie był nawet przeziębiony, więc byliśmy zaniepokojeni. Każdy kolejny lekarz mówił, że to nadwyrężenie albo zwyrodnienie, bagatelizowali problem… Dopiero kiedy Adrian zaczął mdleć z bólu, zlecono nam morfologię. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie…

6. lipca zeszłego roku syn trafił do szpitala z podejrzeniem białaczki. Po dokładnych badaniach wyryli ogromnego guza na pęcherzu… Polecili nam jechać do Gdańska. Zanim to zrobiliśmy, lekarz wyprosił nas z pokoju. Potem dowiedzieliśmy się, że powiedział synowi: “Zostało ci pół roku życia”. Adrian się załamał…

Byliśmy z nim od początku: my - rodzice - i dziewczyna Natalka. Pocieszała go i nie pozwoliła się poddać, nawet gdy zastanawiał się, czy nie przerwać leczenia i nie wrócić do domu, by spędzić z nami te ostatnie miesiące… W Gdańsku jednak trafiliśmy na wspaniałych lekarzy. Oni wierzą w zwycięstwo, by także wierzymy! Zaczął wierzyć i Adrian, dlatego nie możemy się poddać! W Gdańsku, po dokładnych badaniach, poznaliśmy imię naszego wroga - mięśniakomięsak prążkowano-komórkowy, podtyp pęcherzykowy - stadium IV. Nowotwór był już bardzo zaawansowany. Najgorsze jest to, że ten typ raka nie daje wcześniej objawów! Ujawnia się dopiero wtedy, gdy w wielu przypadkach jest już za późno...

Minął już rok od diagnozy. Rok pełen wątpliwości, łez, strachu i rozpaczy. Była jednak też nadzieja i ogrom miłości, która trzyma nas wszystkich na powierzchni, nie pozwala zatonąć w morzu wylanych łez… Na początku wydawało się, że chemia działa! Wiedzieliśmy, że zamienimy dom na szpital na bardzo, bardzo długo. Adrian mógł wychodzić tylko na krótkie przepustki, musiał porzucić dawne życie pełne przyjaciół, pasji i uśmiechu. Mimo wszystko starał się spełniać swoje marzenia - w czasie choroby zdał prawo jazdy, na indywidualnym toku skończył kolejną klasę. Kurczowo trzymał się ostatków tego, co pozostało z życia przed chorobą...

Nie umierała w nas nadzieja, bo wydawało się, że z każdym tygodniem jest lepiej! Ale ostatnie badanie zwaliło nas z nóg - kolejne ognisko nowotworu. To znak, że dotychczasowe leczenie nie działa… Właściwie cały organizm syna jest już zajęty przez komórki rakowe. By choć trochę zregenerować siły i odpocząć od szpitala, w zeszły weekend mieliśmy iść do domu. Adrian tak bardzo się cieszył… Nagle dostał czterdziestostopniowej gorączki, której nie dało się zbić. Panika - co teraz?! Lekarze robili, co mogli, by wyciągnąć synka ze szponów śmierci. Bakteria nie odpuszczała, właściwie jedną nogą Adrian był już po drugiej stronie… Ale nie poddał się! Lekarz powiedział nam, że odratowali go w ostatniej chwili…

Nie da się opisać tego, co wtedy przeżyliśmy. Nigdy nie chciałabym, by to wróciło… Była jednak ulga - Adrian dał radę! Wiemy jednak, że następnym razem może nie mieć tyle szczęścia… Dzielnie walczy, bardzo dzielnie… Chce wrócić do dawnego życia, do swojej dziewczyny Natalki, do dawnych pasji. Dzisiaj jesteśmy jeszcze w szpitalu, ale pozwolili nam na kilka dni wyjść do domu. Zebrać resztki sił i ostatni raz stanąć do najważniejszej i najtrudniejszej walki z rakiem. Ostatniej bitwy w tej wojnie… Czy będzie wygrana? Jeśli tylko zdążymy, jeśli Adrian zdąży wziąć lek… Błagamy o pomoc, nie możemy stracić syna…

Wpłaty można dokonywać również na konto: Odbiorca: Stowarzyszenie Muszkieterowie Szpiku 76-200 Słupsk ul. Niedziałkowskiego 6 mBank: 64 1140 2004 0000 3602 7772 5922 kod BIC/SWIFT mBanku: BREXPLPWMBK Tytułem: Pomoc dla Adriana Warzechowskiego